Większość dziewczyn twierdzi, że szpilka podnosi pupę. Co to znaczy, że podnosi? Że pupa staje się podniosła? Czy podnosi z łydek na kark? To ciut za wysoko jak dla mnie więc jakoś te szpilki omijam szerokim łukiem. Że wysmukla łydkę. Ciekawe czy z udem coś robi?

Znużona nad talerzem zupy siedzę i patrzę przez okno. Zwykle skupiam się na niebie, bo do niego mam bliżej – mieszkanie na 7 piętrze powoduje, że właśnie w niebo lubię patrzeć. Lotnisko też niedaleko, co daje mi możliwość obserwacji żelaznych ptaków wzbijających się w błękity tegoż nieba. Dzisiaj mój wzrok umyka w inną stronę, zauważam kolorowy punkt poruszający się między blokami. Im bardziej wytężam wzrok ów punkt okazuje się być wysoką brunetką, której rozwiane włosy mogłyby być gniazdem dla bocianów. Poza włosami widzę długie aż do szyi nogi, które w obcisłych dżinsach wyglądają na jeszcze dłuższe. Do tego błyszczące czerwone szpilki… o rety!

Martensy_6Bezwarunkowo zawieszam oko na zgrabnej pupie brunetki. Gdy w końcu wracam do rzeczywistości ganię się, gdyż to przecież mężczyźni zwracają uwagę na damskie zgrabne pupy. A ja nie jestem facetem. A może szkoda, bezkarnie mogłabym oceniać i wielbić te piękne damskie walory.
Jestem kobietą (notabene też brunetką), której daleko do wyżej opisanego obrazka.

A zatem co z tymi szpilkami zrobić? Tylko, że ja nie lubię ich i już. Większość dziewczyn twierdzi, że szpilka podnosi pupę. Co to znaczy, że podnosi? Że pupa staje się podniosła? Czy podnosi z łydek na kark? To ciut za wysoko jak dla mnie więc jakoś te szpilki omijam szerokim łukiem. Że wysmukla łydkę. Ciekawe czy z udem coś robi? Bo to własnie o uda najbardziej rozchodzi się kobietom, prawda? Mogę tak siedzieć i wymyślać przez cały dzień a i tak dochodzę do wniosku, że moje ulubione buty to Martensy. Ja jednak kocham Martensy! Cudownie kolorowe, w kropki, kwiatki, żółte, zielone i fioletowe też. Mówią, że Martensy są obłe. Może i tak, ale przecież to najwygodniejsze na świecie buty, noga w nich na pewno nie wygląda na bocianią ale za to jaki komfort i luksus! A luksus kojarzy mi się od razu z haluks. Stopy w Martensach czują się komfortowo, cudownie się w nich chodzi, a po haluksach ani słychu ani widu.

Wydawać by się mogło, że to właśnie szpilki zaliczane są do drogich butów, jednak nic nie pobije kwoty, którą trzeba wydać na dobre Martensy. Za jedną parę tych buciorów (określenie nagminnie używane przez moją mamę) czyli minimum 500pln za oryginalne, można zakupić 3 pary zgrabnych szpileczek. Nie wiem czy też tak macie, że pewne rzeczy kupujecie ze łzami w oczach? Ani jedna łza nie skapnęła przy kolejnym zamówieniu buciorów! Uśmiech nie schodzi z twarzy gdy myślę o tym z czym je połączę, bo jak się okazuje Martensy świetnie komponują się nie tylko ze spodniami. Równie dobrze wyglądają w połączeniu ze sportową sukienką. Łącząc cokolwiek z tymi butami nie musisz martwić się o dobór kolorystyczny, łączymy kropki z paskami, czerwone z pomarańczem, wygląda to świetnie, uwierzcie mi i bardzo kobieco.

Krótka historia moich ulubieńców – kliknij tutaj »
(źródło:www.newsweek.pl)

Martensy_5Dr Klaus Märtens, chirurg wojskowy z Wehrmachtu u schyłku II wojny światowej uszkodził sobie kostkę. I to wcale nie na froncie wschodnim, ale podczas szusowania na nartach w Alpach Bawarskich. Chodzenie w twardych żołnierskich butach było dla niego męczarnią, więc – zachowując ich styl – zrobił sobie wygodniejsze. Z wkładką usztywniającą kostkę i na elastycznej podeszwie z gumy wykorzystywanej w oponach samolotów Luftwaffe, z nowatorską poduszką powietrzną na pięcie, świetnie amortyzującą wstrząsy przy chodzeniu. Prototyp okazał się tak udany, że doktor postanowił zrobić na nim biznes. Wspólnie z kolegą ze studiów, Herbertem Funkiem, pod koniec lat 40. otworzyli fabrykę w Monachium. Interes się kręcił, ale bez szaleństwa. Solidne i wygodne buty kupowali głównie robotnicy i gospodynie domowe w średnim wieku. Młodzieży nie kusiły, zresztą Märtens i Funk nie mieli pomysłu, jak do niej dotrzeć. Nie namyślali się więc długo, gdy rodzinna firma obuwnicza z Wysp Brytyjskich, kierowana przez Billa Griggsa, złożyła im w 1959 roku korzystną ofertę zakupu.

Tak zaczęło się drugie życie butów, z lekko zmodyfikowanym przez Griggsów designem, żółtą nicią przy podeszwie, no i nową marką – będącą hołdem dla twórcy, ale w angielskiej wersji nazwiska: Dr. Martens. W „prima aprilis” 1960 roku z fabryki w Cobbs Lane pod Wollaston wyszły pierwsze egzemplarze modelu 1460, najpierw w kolorze wściekłego burgunda, zaraz potem w czarnym. Ale przez dobre parę lat, do czasu gdy Pete Townshend zaczął w nich skakać po scenie, służyły głównie brytyjskim budowlańcom, listonoszom, kolejarzom i policjantom, którzy zwykle smarowali czarną pastą do butów żółte stebnowanie, aby zachować powagę urzędu. Nakręcone przez lidera The Who szaleństwo na punkcie martensów trwało, ze zmiennym natężeniem, przez trzy dekady. Środowisko punków zdobyły sobie głównie za sprawą Sida Viciousa z grupy Sex Pistols, który czarnych 1460 prawie nie zdejmował. Z kolei za Atlantykiem szlaki przecierał im ojciec chrzestny punk rocka i glam rocka Iggy Pop. Buty Dr. Martens szybko też trafiły w gusta innych młodzieżowych subkultur. Rockersi docenili ich wygodę przy jeździe na motocyklu, bo wysokie cholewy chroniły łydki przed oparzeniami od rury wydechowej.

Martensy_7Z kolei skinheadzi przekonali się do glanów, jednego z modeli martensów, z czubem wzmocnionym metalową blachą, przydatnych w ulicznych potyczkach. W drugiej połowie lat 70., po głośnym filmie Stanleya Kubricka „Mechaniczna pomarańcza”, w którym bohaterowie nosili glany tej marki, a także po spektakularnym występie Eltona Johna w rock-operze „Tommy” w gigantycznych martensach, sprzedaż tych butów wzrosła do 5-6 milionów par rocznie. Apogeum popularności przypadło na początek lat 90., gdy na scenie pop w martensach zaczęła się pokazywać Madonna, a na rockowej triumfy święciła grupa Nirvana i jej charyzmatyczny lider Kurt Cobain, jeden z największych fanów modelu 1460. Wizerunek tego przedwcześnie zmarłego muzyka, podobnie jak dwu innych legend rocka – Joe Strummera z The Clash i wspomnianego Sida Viciousa z Sex Pistols – firma Griggsów wykorzystała zresztą kilka lat temu w reklamie jako aniołów obutych w martensy, wieńcząc hasłem „buty na wieczność”.

 

Dżo

Oficjalna strona Dr Martens: http://www.drmartens.com/uk/
Oficjalna strona Dr Martens dla Polski: http://www.martensy.eu/

Skomentuj artykuł