Fajnie mieć ich tak blisko, chociaż przez te 3 dni. Czerpmy radość z tego co jest tu i teraz. Do złożonych już życzeń dorzucić   mogę te, by kolejne Święta spędzić w tym samym towarzystwie albo i większym.

Święta, Święta i..? Nie, o nie, nie skończę tego zdania, bo w tym wypadku chciałabym aby nigdy się nie skończyły. Ktoś powiedział, że z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciach. Kłamał!

Poświąteczne_dumanie_no_size

I całe szczęście, że kłamał, bo minione Święta spędziłam właśnie z rodziną. Tadam! I to całkiem niemałą. Mieli przyjechać tuż przed Wigilią, a tu dzwonią dzień przed, że jadą. Ja w pracy – nawet do fryzjera nie zdążyłam. Chciałoby się siąść i zapłakać. Niby fajnie, że wcześniej, bo dłuższe Święta. Prezenty przecież pięknie zapakowane, leżą pod choinką. Choineczką raczej, bo jak drzewko 30-centymetrowe można nazwać choinką? I przecież wcale nie leżą te prezenty pod choinką tylko wszędzie dookoła niej: na podłodze, na półce na filmy i stojaku na płyty. Ale są, z czego dumna jestem niesłychanie, bo do końca bieganina za nimi była – dobrze, że się już skończyła.

Siostra, szwagier, chłopiec i dziewczynka. Mieszkania w bloku jakie są – każdy wie i pomieszczenie dodatkowych czterech osób na małym metrażu (nawet jak się ma 3 pokoje, to i tak nadal małe jest!) staje się niemałym wyczynem. Pędzę do domu z planem w łepetynie. Pokoik oddam chłopcu (lat 17, trzeba go ugości
z honorami, póki jeszcze z rodzicami na Święta do ciotki się wybiera), a w salonie położę rodziców z córeczką. Jak pomyślała, tak zrobiła. Plan idealny.
W zwykle cichym mieszkaniu szum, gwar, śmiechy, krzyki i tupot dużych/małych stóp. Potraw ciut mniej niż 12, ale wszystkie smaczne i pachnące. A karp – mniam! Karp to już naprawdę – palce lizać. W barszczu nawet buraczka złowisz, marchewkę, mmm, lubię to.

Święta = radość, miłość i szczęście. Radość nie tylko z prezentów, ale przede wszystkim ze wspólnego przebywania. Nawet sąsiedzi jacyś bardziej cierpliwi, nie utyskują, że im za głośno, że śpiewane kolędy „pokaleczone” są złą nutą. Zamiast tego, życzliwie uśmiechali się do nas dnia następnego. Szkoda tylko, że śniegu zabrakło. Pamiętam czasy, gdy po kolacji wigilijnej biegliśmy wszyscy na śnieg, rzucać się śnieżkami. Orła! Tak, orła robiliśmy też – piękne wspomnienia. Siedzimy i wspominamy, dobrze nam razem. Jak nad rozlewiskiem. Następnego dnia poszliśmy na lodowisko. Wszyscy cali, bez złamań czy kontuzji wróciliśmy do domu.

Siedzimy, chodzimy, leżymy. Kolejna świeczka wypala się, tak długo rozmawiamy, noc staje się za krótka. Jest tak przyjemnie, że postanawiam otworzyć wino, które trzymam od wakacji, wino truskawkowe – pamiątka z Bieszczad. W Komańczy nakręcono film o tym samym tytule, młody Sztuhr w roli głównej. Cudowne kino niszowe, szkoda, że do wina nie mamy filmu. Jednak zapach truskawek, unoszący się w powietrzu na tej małej przestrzeni, powoduje, że wspominamy czasy dzieciństwa. Chichramy się z kolejnej opowiastki, z kolejnej przygody, która jak zwykle przytrafiła się mnie. Co poradzę, tak mam i już.

Fajnie mieć ich tak blisko, chociaż przez te 3 dni. Czerpmy radość z tego co jest tu i teraz. Do złożonych już życzeń dorzucić mogę te, by kolejne Święta spędzić w tym samym towarzystwie albo i większym.

Miło było, ale się skończyło, kochana moja rodzinka pojechała do siebie. A ja… – przytyłam! I teraz cała w panice przymierzam moje ulubione ubrania. W spodniach jakby ciaśniej, sukienka opięta na biodrach! Zerkam kontrolnie w lustro i stwierdzam, że nie jest jeszcze aż tak źle, mogę spokojnie poszaleć z pierogami w Sylwestra!
Święta spędzone z rodziną to dar. Oby takich Świąt było jeszcze dużo. Bo z rodziną, to dobrze nie tylko na zdjęciu.

Dżo

Skomentuj artykuł