Czy kojarzycie melodię z reklamy pewnego napoju, w którym to ciężarówka z jego logo, przejeżdża przez miasta i wsie, witana przez wiwatujące tłumy? Melodia ta, oraz słowa jej towarzyszące, to radosny i energetyczny jingiel, który dla mnie brzmi jak temat muzyczny horroru… tak, dokładnie… horroru!

mandat6„Coraz bliżej Święta…” – muszę posprzątać całe mieszkanie… „Coraz bliżej Święta…” – jakie mam kupić prezenty i kiedy ja to zrobię???… „Coraz bliżej Święta…” – muszę zacząć gromadzić składniki na świąteczne potrawy, co oznacza, że muszę zrobić listę zakupów, co z kolei oznacza wycieczkę do super lub hipermarketu i to nie raz, tylko prawdopodobnie kilka razy!!!… „Coraz bliżej Święta…” – powinnam zrobić porządki w szafie, a także umówić się do fryzjera oraz kosmetyczki… „Coraz bliżej Święta…” – tutaj wstaw własną niezbędną do wykonania przedświąteczną czynność.

Co roku jest zawsze to samo – zachowuję się jak ogarnięta szałem wariatka, która wykonuje wszelkie rzeczy rutynowo, bez chwili zastanowienia, nie zważając na otaczającą (i zmieniającą się) rzeczywistość co skutkuje dodatkowym, niepotrzebnym stresem… oraz kosztami. Przykład?

Bardzo proszę:

Piątek – spotkanie w centrum Łodzi – pojechałam tam aby uczestniczyć w pewnym spotkaniu cyklicznym (w każdy piątek o 19.30) – standardowa sytuacja, tylko że w moim własnym szale świątecznych przygotowań umknął mi jeden malutki szczegół… bo musicie wiedzieć, że to spotkanie rozpoczęło się wyjątkowo o 13.00, w samym epicentrum miasta, gdzie należy uiścić opłatę parkingową… czego ja nie uczyniłam … i bam – MANDAT!!!

I powiem szczerze, to mnie „delikatnie” otrzeźwiło – biegam w kółko, ledwo zipiąc, bez jakiegokolwiek zastanowienia lub skrawka uważności i przez to popełniam więcej błędów. Być może najwyższy czas coś zmienić w moim nawykowym bożonarodzeniowym zachowaniu?

Usiąść spokojnie przez kilka minut i zastanowić się nad sposobem własnego funkcjonowania. Być może większa uważność i mniejsza dawka perfekcjonizmu (o tak! perfekcjonizm) dedykowana danemu zadaniu, o milimetr zmieniłaby moją rzeczywistość.

A przecież milimetr tu i milimetr tam, dałby kilka milimetrów zmiany, które chociaż odrobinę potrafiłyby wpłynąć na komfort przedświątecznych przygotowań. Najwyższy czas zdefiniować owe milimetry… więc jakie byłyby Wasze?

Karolina Majcherek

Skomentuj artykuł